ProjektowanieMody.pl

vortal dla najlepszych projektantów

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki
Witamy na Projektowaniemody.pl

CHARMING CHARMS…STORY TELLING

Email Drukuj PDF

Wystawy sklepów jubilerskich kuszą nas kolorowymi jak cukierki zawieszkami przedstawiającymi małe figurki zwierząt, przedmiotów codziennego użytku, litery, znaki zodiaku. Zawieszone są na maleńkich karabińczykach, za pomocą których dopina się je do bransoletki z dużych oczek. Za ich pomocą mamy stworzyć na przestrzeni lat własną kompozycję, która opowie historię naszego życia. Mogą pełnić rolę osobistego talizmanu, pamiątki albo też po prostu ozdoby. Ich własna historia jest dłuższa niż można by przypuszczać, patrząc jak lśnią nowością zza wystawowej szyby.


Współczesne charmsy

Ich rodowód ma swój początek w epoce wiktoriańskiej, nazwa ta odnosi się do czasów panowania królowej Wiktorii (1837 – 1901). Jako, że był to najdłużej trwający okres nieprzerwanego panowania jednego monarchy, jaki miał miejsce w historii imperium, moda kobieca kilkakrotnie zmieniła w tym czasie obowiązujący kształt sylwetki i można wyodrębnić trzy etapy: wczesny tzw. romantyczny do lat 60-tych XIX wieku, średni okres wiktoriański do ok. 1885 roku oraz okres schyłkowy, trwający aż do śmierci królowej.
Odkrycie złóż złota w Kalifornii (1848 r.), Australii (1851 r.), Południowej Afryce (1886 r.) i na Alasce (1898 r.) sprawia, że na rynku pojawia się duża ilość kruszcu, tanieją też wyroby jubilerskie. Niestety przedmioty z tamtych lat najczęściej nie posiadają wybitej próby, co znacznie utrudnia życie współczesnym kolekcjonerom. Odkrycie złóż diamentów w Afryce Płd. (1867 r.) spowodowało wzrost ich liczby na rynku i coraz częstsze ich stosowanie.
Epoka wiktoriańska to okres w którym zwraca się szczególną uwagę na zachowanie pozorów, przestrzeganie reguł i hołdowanie konwenansom. Biżuteria jest sposobem manifestowania przekonań i uczuć, kształtowania wizerunku noszącej ją osoby. Naturalnie są to uczucia pozytywne i wzniosłe, nie ma mowy o okazywaniu w ten sposób niezadowolenia, nienawiści czy rozpaczy. Noszenie osobistych drobiazgów, służących np. do robótek ręcznych, w tak wyeksponowany sposób jak na châtelaines, świadczyło o pracowitości panny.
We wczesnym okresie panowania królowej, która sama bardzo lubiła biżuterię , jest ona noszona w dużych ilościach. Wzornictwo jest zainspirowane światem roślin i zwierząt, ozdoby są dość duże
a kolory krzykliwe. Ulubionym motywem młodej królowej jest wąż, czasem stylizowany w wijące się ornamenty – serpentyny, ma symbolizować wierność i miłość. Popularnym motywem są też winogrona, ptaki i inne elementy przywodzące na myśl rajski ogród oraz ornamenty celtyckie wprowadzone
do wzornictwa po zakupieniu w 1848 r. przez parę królewską zamku Balmoral w Kaledonii (Szkocja).
Etykieta określa jakiego rodzaju strój i biżuteria jest odpowiednia na daną okazję. W związku
z czym umożliwiono jej modyfikowanie w zależności od sytuacji. Na wieczorne przyjęcia, kolacje, tańce czy wyjścia do teatru nosi się złoto, na inne okazje odpowiednie są ozdoby z kości słoniowej, szylkretu, pereł i koralowca. Z okazji 60-lecia panowania królowej Wiktorii pojawia się biżuteria
z motywem litery „V” i datami 1837 i 1897. Noszą ją osoby identyfikujące się z rodziną królewską
i popierające monarchię. Podobnie jest, gdy umiera król, społeczeństwo przyłącza się w żałobie
do swojej królowej. W okresie schyłkowym najpopularniejsza jest biżuteria z emblematami Memento Mori i symbolami przemijania, wiary i śmierci, anioły, krzyże i kotwice, szkielety, czaszki czy dłoń trzymająca wieniec to typowe motywy dla wiktoriańskiej biżuterii żałobnej. Kamienie to granaty, gagaty i onyksy.
Na uwagę zasługują też pudełka na biżuterię, jest w nich często miejsce na ukrycie pukla włosów ukochanego. Biżuteria tej epoki była szczególna ze względu na sentymentalne i symboliczne konotacje.

 
Châtelaines ze złota służące do kolekcjonowania gemm i ze srebra- mające bardziej utylitarny charakter

W związku z podróżami i odkryciami archeologicznymi trwa wielka fascynacja kulturą antyczną, następuje zwrot ku wzornictwu egipskiemu, greckiemu, czy rzymskiemu oraz renesansowej kulturze. Pasją staje się kolekcjonowanie medalionów, takich jak gemma i kamea – na wzór antyczny.  /z łaciny gemma to pączek, oczko winorośli, drogi kamień, z wklęsłym reliefem, podczas gdy kamea, ma wzór wypukły z arabskiego kamma oznacza garb, wypukłość/.Nosi się je na łańcuszkach. Służą temu sztalenki (châtelaines) , przyczepiane do paska, zarówno przez kobiety jak i przez mężczyzn.
W 1764 r. znany z produkcji wyjątkowej urody porcelany stołowej Josiah Wedgwood wprowadza jaspisowe wyroby z twardej, nieszkliwionej kamionki. Reliefy wykonywane na takich plakietkach były niezwykle białe, co dawało efekt do złudzenia przypominający kamee. Jaspisowe medaliony Wedgwooda także zawieszano na łańcuszkach châtelaines.
Châtelaines pojawiły się po raz pierwszy w XVI wieku, ale największą popularność zyskały
z końcem XVIII i początkiem XIX wieku. Klasyczne châtelaines składa się z 5-9 krótkich łańcuszków,
w wersji dla mężczyzn łańcuszki są dłuższe. Panowie noszą na nich zegarki, pieczęcie i talizmany, przedmioty ozdobne i prestiżowe, podczas gdy panie wieszają na nich także bardziej użyteczne przedmioty, np. małe, bogato zdobione pojemniczki, które są przybornikiem mieszczącym takie niezbędne każdej kobiecie tamtej epoki akcesoria jak haczyk do zapinania i sznurowania gorsetu, haczyk do zapinania butów (damskie buty sięgają ponad kostkę i zapinane są na maleńkie guziczki,
a gorset raczej nie ułatwia schylania się do nich) oraz haczyk do zapinania guzików w rękawiczkach
(te wieczorowe sięgają ponad łokieć i są wykonane z cienkiej, wysokogatunkowej skóry – idealne dopasowanie do kształtu ręki zawdzięczają rozcięciom usytuowanym od nadgarstka do łokcia,
po wewnętrznej stronie przedramienia, rozcięcie jest zapinane na maleńkie guziczki). Smukłe kostki, które pokazywano jedynie przypadkiem, podobnie jak wąska talia i szczupłe, drobne dłonie są uważane za wielki atut, który każda elegantka chce podkreślić.
Macaroni, to dłuższa wersja châtelaines, składają się z 2 łańcuszków o równej długości,
na jednym noszono ozdobny medalion z kilkoma haczykami do podwieszania drobnych przedmiotów, na drugim tzw. fausse montre, czyli fałszywy zegarek, będący faktycznie futerałem na małe lusterko, poduszeczkę do szpilek czy buteleczkę soli trzeźwiących. Koperty fausse montre są równie bogato zdobione jak w prawdziwych zegarkach. Najczęściej spotyka się je wykonane ze srebra lub złota
i pokryte emalią lub zdobione kamieniami szlachetnymi. Ewenementem końca XVIII w. są ozdoby
ze szlifowanej stali, w kształcie fasetowanych koralików, nitowane przy podstawie i dające efekt podobny do gęsto osadzanych małych diamentów lub strasu, to nowość która wzbudziła zachwyt i jest noszona nawet przez przedstawicieli wyższych warstw społecznych. Postęp techniczny i nowe zdobycze rewolucji przemysłowej są powodem do dumy, takie ozdoby mają świadczyć, że ich właściciel jest człowiekiem światłym i podąża za duchem epoki. Okres ten jest w wielu krajach areną działań wojennych i tworzenia się nowych państw, silna staje się tożsamość narodowa, często kosztowności ofiarowywane są na cele wojenne (czy to w 1759 r. we Francji, czy to później w Polsce na rzecz powstania). Nosi się biżuterię ze szlifowanej stali z emblematami patriotycznymi.


Karykatura zamieszczona w prasie, kpi ze zwyczaju noszenia na châtelaines wszystkiego, co tylko było możliwe

Châtelaines służą nie tylko kolekcjonerom medalionów, mają też bardziej praktyczne zastosowanie, nosi się na nich różne drobiazgi, przedmioty codziennego użytku. Rzeczy te – jak zresztą wszystko w tamtym czasie pokryte jest bogatą dekoracja i ornamentyką. Fakt, że coś jest użyteczne i praktyczne, nie oznacza wcale, że musi być brzydkie. Na łańcuszkach przypiętych do sztalenek można nosić fiolkę soli trzeźwiących, bukiecik kwiatów w specjalnych uchwycie zakończonym łańcuszkiem, balowy karnecik, maleńki ołówek służący do pisania w tymże karneciku, zegarek w zamykanej kopercie, wachlarz lub klucze. Na klucz zamyka się nie tylko drzwi spiżarni, ale i cukiernice i specjalne stojaki na karafki z alkoholem, sekretarzyki na listy i inne osobiste przedmioty – sztalenki zawieszane na pasku sukni są wiec bardzo wygodne dla pani domu w życiu codziennym. Suknie bowiem nadal nie posiadają kieszeni, na fotografiach i obrazach z tego czasu widoczne są u pasków sukien wyjściowych zawieszone małe sakiewki. Z czasem klucze i drobne przybory służące m. in. do robótek ręcznych ulegną miniaturyzacji
i będą pełnić wyłącznie rolę ozdób.

Trwa rewolucja przemysłowa, biżuteria niegdyś będąca towarem luksusowym, staje się dostępna nie tylko dla arystokratów i przedstawicieli zamożnej burżuazji. Od połowy XVII w. na szeroką skalę rozpoczyna się produkcja sztucznej biżuterii. George Ravenscroft w 1676 r. wynalazł metodę wytwarzania strasu – szkła z domieszką tlenku ołowiu, który nadaje mu połysk niezbędny do imitowania kamieni szlachetnych. Wtedy jeszcze brakuje odpowiedniej dla nich oprawy, ale w 1720 r. wynaleziono tombak – stop miedzi z cynkiem, wyglądem przypominający złoto, choć dużo od niego lżejszy – idealny do produkcji biżuterii na masowa skalę. Również niższe warstwy społeczne podążają za moda, rozwija się przemysł włókienniczy i wytwórczy mający zaspokoić rosnące potrzeby.

       
Męskie, wiktoriańskie châtelaines,        Damski, secesyjny zestaw: karnecik + ołówek i sakiewka
z zegarkiem kompasem i scyzorykiem

Na skutek dynamicznego procesu urbanizacji, miasta są przeludnione. Londyn w 1810 r. liczy ponad milion mieszkańców, w 200 tys. domów i dopiero 4 następujące po sobie w latach 1830-1866 epidemie cholery, które pochłonęły 37 tys. ofiar, skłaniają do budowy sieci kanalizacyjnej w mieście, z wyprowadzeniem ścieków poza granice miasta. Wcześniej nieczystości spływają bezpośrednio do rzeki i zanieczyszczają ujęcia wody pitnej. Miasto nie zna dzisiejszych problemów takich jak smog , ma jednak swoje – komunikacja odbywa się głównie dzięki konnym bryczkom i dorożkom. Domy zamiast garaży posiadają stajnie. Fetor jaki panuje na ulicach skłania do noszenia przy sobie maleńkich pojemniczków na wonności nazywanych pomaderami, bukiecików kwiatów, np. fiołków przypiętych do sukni w uchwycie lub soli trzeźwiących – niezbędnych damom, którym z powodu krępujących gorsetów często przydarzają się omdlenia. Drobiazgi te często przypina się do łańcuszków sztalenek.
W wyniku złych warunków sanitarnych śmiertelność jest bardzo wysoka, żałoba po bliskich jest stałym elementem życia – dokładnie skodyfikowano jej zasady, osoba nie przestrzegająca tych ograniczeń musi się liczyć z karą wykluczenia z towarzystwa – szczególnie dotkliwą, gdyż życie towarzyskie i spotkania są podstawową rozrywką. Określono m.in. : okres trwania w zależności od stopnia pokrewieństwa, dozwolone ubiory i kolory w poszczególnych etapach jej trwania oraz biżuterię jaką należy nosić. Szczególny wpływ na rozwój tej mody ma fakt, że królowa Wiktoria po stracie męża sama pogrążyła się w głębokiej żałobie – nazywano ją wdową z Windsoru.
Wielką Brytanię epoki wiktoriańskiej nazywano imperium, nad którym słońce nigdy nie zachodzi, ze względu na jej zamorskie kolonie. Wiele kobiet czekało na powrót swoich bliskich, czy to pływających na statkach handlowych czy służących w armii. Często nosiły biżuterię z ich podobiznami. Bardzo popularne były tzw. sekretniki, otwierane medaliony ze skrytką na miniaturowy portret, fotografię lub kosmyk włosów i inne sentymentalne pamiątki.
Kobieta w tamtej epoce jest ucieleśnieniem wszelkich cnót i ideałów, nie może pozwolić sobie na uleganie słabościom i zachciankom, niemniej jednak ma coraz większe prawa, rozpoczyna się proces emancypacji – kobiety mają też coraz więcej do powiedzenia o swoim losie, wyglądzie czy biżuterii.
Są coraz lepiej wykształcone, podróżują, zajmują się sztuką i literaturą, nie tylko w domowym zaciszu na użytek własny, uczestniczą w życiu towarzyskim. Panującą wówczas słynna rygorystyczna moralność głosząca potrzebę ukrywania lub wręcz ich tłamszenia, zobowiązuje do dostosowania się do konwenansów społecznych. Idealna kobieta wiktoriańska to model "anioła w domu", kobieta zarówno piękna, jak i zaradna, pracowita, odpowiedzialna, będąca strażniczką domowego ciepła i moralności.


Złote charmsy vintage

W modzie męskiej za potomka châtelaines można uznać zegarek z dewizką, noszony na łańcuszku przypiętym do kamizelki i chowany w jej kieszonce. W modzie damskiej drobne przedmioty użytkowe trafiły do torebek, zaś łańcuszki noszone na paskach sukni trafiają na nadgarstki i pełnią rolę dekoracyjną. Wiek XX, I i II wojna światowa, emancypacja kobiet i szereg zmian zachodzących w życiu codziennym spowodowało, że zwyczaj noszenia châtelaines odchodzi w Europie w zapomnienie.
Moda na charmsy przenosi się za ocean. Tam żołnierze wracający z frontu, czy to w Europie czy na wyspach Pacyfiku, przywożą swoim kobietom mnóstwo sentymentalnych pamiątek, są to najczęściej małe wisiorki, monety i zabawki, z motywami charakterystycznymi dla miejsca ich pochodzenia – nie wszystkie od razu są gotowe do zawieszenia na bransoletkach, niektóre oddaje się do oprawy u jubilera.
Przedsiębiorczy jubilerzy szybko podchwycili nową modę, powstają całe serie maleńkich wisiorków
z motywami odnoszącymi się do życia codziennego.


Bardzo popularnym motywem są tzw. ruchome charmsy, wzorowane na sekretnikach – po otwarciu okazuje się, że skrywają jakąś zaskakującą i zabawną tajemnicę – niespodziankę.
Charming charms były niezwykle popularne wśród Amerykanek w latach 50-tych. Panował wtedy zwyczaj obdarowywania młodych dziewcząt zawieszkami do bransoletek z okazji np. uzyskania pełnoletności, ukończenia szkoły. Kolekcja powstawała stopniowo, kolejne zawieszki kupowano
z okazji zamążpójścia czy narodzin dziecka, rejsu statkiem wycieczkowym – popularny zwyczaj odbywania takiej podróży na rocznice ślubu. Wraz z upływem czasu prezenty te tworzyły coś w rodzaju pamiętnika lub kolekcję tematyczną, wyrażającą zainteresowanie jej właścicielki np. muzyką czy chociażby lotami w kosmos. Na sprzedaż w domu aukcyjnym wystawiono bransoletkę z lat 50-tych, w której obok plakietek z logo NASA i APOLLO, są charmsy mające kształt rakiety, kosmonauty czy sputnika. W katalogu domu aukcyjnego napisano, że należała do żony jednego z fotografów pracujących dla NASA, która kolekcjonowała gadżety związane z praca jej męża.

Wyrażanie osobistych odczuć przez kobiety w otwarty sposób nadal nie było w dobrym tonie, stąd charmsy mają swoją ukrytą symbolikę, podobną do tzw. mowy kwiatów. Delfin symbolizuje radość życia i zabawę, ciasto, często tort weselny – słodycz życia, motyl – barwne życie, ważka – szczęście, krzyż – błogosławieństwo, balerina – marzenia, słoń oznacza cenne życiowe wspomnienia, kwiat – miłość, która wkrótce rozkwitnie, torebka, sakiewka to symbol dobrobytu. Samolot, samochód czy walizka oznaczają zapowiedź przygód i podróży, serce – prawdziwą miłość, która zawsze cię odnajdzie. Pantofelek na obcasie, to życie pełne stylu i blasku, sowa symbolizuje mądrość życiową, a znaczek pocztowy fakt, że dobra wiadomość zawsze znajdzie swoją drogę by do ciebie dotrzeć, gwiazda oznacza spełnienie skrytego marzenia. Róża to piękno, biedronka – szczęście, klucz oznacza szczęśliwy dom, kłódka zaś, że twoje marzenie się ziści.

  
Bransoletki z charmsami vintage – do nabycia w wielu specjalistycznych antykwariatach

A jeśli już mowa o modzie na charming charms, która ogarnęła Amerykę na początku XX wieku, trzeba wspomnieć jeszcze o jednym jej aspekcie, związanym z automatami Gummball, sprzedającymi słodycze, do których dołączone były miniaturowe zabawki wykonane z celuloidu. Zabawki te występują albo jako niemalowane w kolorze kości słoniowej, lub kolorowe ręcznie malowane i tworzą całe serie tematyczne np. zwierzęta egzotyczne, zwierzęta hodowlane, sporty czy sprzęty domowe, bohaterowie popularnych wówczas komiksów i bajek. Kiedyś zbierały je tylko dzieci i tworzyły z nich swoją dziecinną biżuterię, dziś zbierają je dorośli kolekcjonerzy. Nadal można powszechnie spotkać takie automaty ze słodyczami, jednak charmsy o których mowa pochodzą z lat 1920-1980, a ich współczesne plastikowe odpowiedniki nie maja wartości kolekcjonerskiej – być może na razie. W latach 50-tych zaprzestano używania celuloidu jako tworzywa do produkcji zabawek, które były przeznaczano dla dzieci – głównie ze względu na jego łatwopalność i zagrożenie jakie w związku z tym stwarzał. Zresztą za ich złoty wiek uznaje się właśnie lata 50-te i 60-te, tak bardzo dzisiaj znowu modne na fali mody swing i rockabilly. Stroje i gadżety z tamtych lat są szczególnie poszukiwane przez kolekcjonerów i wielbicieli. A sama maszyna Gumball stała się kultowa, dla wielu jest wymarzonym eksponatem designerskiego wnętrza w stylu lat 50-tych i zabawną ozdobą salonu. Celuloidowe charmsy i zwyczaj ich zbierania stał się elementem pop kultury i zainspirował powstanie charmsów, które przedstawiają same automaty Gumball, czy też najróżniejsze wariacje na ich temat dostępne w sklepach ze sztuczną biżuterią. W latach 2008 – 2009 kolorowe kulki z gumy zawojowały kolekcje DKNY, Just Cavalli i Louis Vuitton, każdy zna zabawne gumowe z wyglądu (tworzywo nazywane Mel-flex) szpilki Vivienne Westwood z lśniącą kulką – bombą na nosku, stworzone we współpracy z marką Mellisa.

          
Współczesne charmsy przedstawiające                      Współczesna biżuteria inspirowana
automaty Gumball,                                                 celuloidowymi charmsami zbieranymi przez dzieci
m.in. pierwszy od lewej firmy Juicy Couture

     
Gumball jako powtarzający się motyw pop kultury

Charmsy ze złota i srebra też doczekały się swoich kolejnych 5 minut. Na fali wielkiego zainteresowania modą Vintage w latach 80-tych i 90-tych XX wieku, zostały ponownie odkryte w gablotach antykwariatów i na pchlich targach. Kolekcjonerki i wielbicielki ubrań vintage poszukiwały też interesujących dodatków i biżuterii. Zwróciły uwagę na te dziwne i kolorowe figurki, na nowo odkryły przyjemność ich kolekcjonowania. Smutne, że przedmioty o tak sentymentalnym i osobistym charakterze jak charmsy trafiły tam jako bezużyteczne i wyprzedawane przez spadkobierców, dla których stanowiły jedynie element masy spadkowej i nie miały żadnej wartości, oprócz finansowej. Bardzo rzadko zdarza się, że ktoś nosi je od kilku pokoleń. Wyjątkiem jest Keira Knightley - wielka wielbicielka mody vintage, która nosi łańcuszek z zegarkiem, podarowany jej babci przez dziadka. Kolejne charmsy: miecz i statek, dostała od swojego agenta, gdy starała się o rolę w „Piratach z Karaibów” i ponoć to właśnie te drobiazgi przyniosły jej szczęście i błyskawiczny awans na początku kariery aktorskiej. Sama mówi o sobie, że jest przesądna. I tu pojawia się wątek, o którym współczesne posiadaczki charmsów raczej rzadko mówią, ale często są to prezenty ofiarowane z jakimś podtekstem, życzeniem – słoń z podniesioną trąbą jest dobrym prezentem dla przyszłych maturzystek. Słowo charms można też tłumaczyć jako urok – zaklęcie, talizman i amulet.


Bransoletka vintage z charmsami ze złota

Dziś modę kształtują fotografie celebrytów, jeśli oni coś noszą oznacza to, że wkrótce nosić będą to wszyscy. Victoria Beckham, Lindsay Lohan, Paris Hilton, Britney Spears, Jennifer Aniston były widziane z charmsami na nadgarstkach lub przy torbach.
Mary Kate Olsen ma bransoletkę z charmsami w postaci kolorowych emaliowanych zwierzątek. Jessica Alba na londyńskiej premierze filmu Fantastyczna czwórka: Narodziny Srebrnego Surfera / Fantastic Four: Rise of the Silver Surfer (2007 r.) wystąpiła w sukni od Gucci’ego, na nadgarstku miała złotą bransoletkę do charmsów.

Chociaż najczęściej noszą je celebrytki podziwiane na pierwszych stronach gazet, to równie często spotykamy je w filmach i w literaturze. W filmie „Sky Kapitan i świat jutra” (akcja toczy się w latach 30-tych) grana przez Gwyneth Paltrow dziennikarka Polly Perkins nosi bransoletkę z charmsami, m.in. w kształcie samolotów. Jedna z małych bohaterek współczesnej powieści „Co widziały wrony” (akcja toczy się m.in. w latach 60-tych w Kanadzie) z niecierpliwością czeka na powrót swojego ojca z kolejnej podróży służbowej – obiecał przywieźć jej kolejną zawieszkę do bransoletki – jej największego skarbu podziwianego przez wszystkie koleżanki z klasy. Piosenkarka Mariah Carey ma w swoim dorobku album pod tytułem – Charmbracelet, wydany w 2002 r. Napisano o nich kilka książek m.in. „My Mather’s Charms – Timeless Gifts of Family Wisdom” Kathleen Oldford i „The Charm of Charms” Jade Albert i Ki Hackney i inne tytuły dostępne na amazon.com. Czasem zawierają bardzo osobiste historie kobiet i ich rodzin z biżuterią w tle, część jest albumami pełnymi kolorowych fotografii, zdarzają się też kompendia wiedzy mające służyć kolekcjonerom takiej biżuterii.
Po traumatycznych przeżyciach związanych z zamachami 11 września w USA odnotowano wzrost zainteresowania tego rodzaju sentymentalna biżuterią, za pomocą której można wyrazić uczucia wobec bliskiej nam osoby. Wiele osób za pomocą charmsów chce przenieść się do bezpiecznych czasów ich dzieciństwa, w barwnej i dostatniej Ameryce lat 50-tych. Bycie sentymentalnym i przesądnym nie jest już passe. Szczególnie jeśli nasze charmsy to produkt jakiejś znanej marki. Być może to jest właśnie współczesną interpretacją talizmanu – chowamy się za rozpoznawalnym znakiem firmowym, którego nikt nie skrytykuje i nie zostaniemy posądzeni o brak wyczucia stylu czy gustu. Kiedyś charmsy wyrażały tęsknotę za kimś bliskim, dziś raczej za luksusem i markowymi przedmiotami. Można kupić zawieszki w kształcie telefonów komórkowych, laptopów, skuterów, torebek czy butów – ot atrybuty współczesnej kobiety – poduszeczki do szpilek, odeszły do lamusa ustępując miejsca szpilkom np. od Blachnika. Obecnie większość pożądanych marek będących synonimem luksusu, ma w swojej ofercie charmsy – najczęściej przedstawiające ich logo. Np. Louis Vuitton kojarzony głównie z torbami i torebkami, sprzedaje równie drogie i luksusowe bransoletki z charakterystycznymi monogramami i rozetką, które tworzą charakterystyczny dla tego domu mody deseń.
Niemniej jednak nieodgadnione pozostają dla mnie intencje jakie przyświecały projektantom zawieszek w kształcie ceramiki sanitarnej (sic!), które możemy obecnie nabyć w kilku sklepach. Emaliowana wanna, czy WC – nie bardzo widzę to w kontekście równouprawnienia. Czy ma to oznaczać coś w rodzaju sprawności harcerskiej dla wzorowej pani domu, która sprząta z siłą wodospadu? Czy raczej taki żart nawiązujący do postaci kobiety pracującej z serialu „Czterdziestolatek”, która żadnej pracy się nie boi i w jednym z odcinków puka do drzwi Karwowskich jako hydraulik? Widzowie telewizyjnego serialu „Klub Szalonych Dziewic”, mogli zobaczyć jak jedna z bohaterek na swoim wieczorze panieńskim dostaje od przyjaciółek bransoletkę z charmsami w postaci liter: K, S, D. W momencie wręczania tegoż prezentu bardzo dobrze widoczne było logo producenta na opakowaniu – nawet najmniej domyślni, mogli udać się nazajutrz do jednego ze sklepów tej sieci i kupić sobie taką samą bransoletkę. Środki masowego przekazu mają wielką siłę w kreowaniu naszych gustów i wiele sposobów by przyciągnąć naszą uwagę.
Jedna z moich koleżanek, od dłuższego czasu demonstracyjnie oglądała wystawy sklepów jubilerskich w obecności swojego męża i głośno rozważała zakup takiej bransoletki. Zbliżały się święta. Pod choinką znalazła maszynkę do mięsa, niestety w skali 1:1. Dopiero wtedy powiedziała mu wprost, o czym marzy. Użyła nawet argumentu, że dzięki temu już zawsze będzie wiedział co jej kupić – kolejny element do kolekcji i wszystkie rocznice ma z głowy. Jesteśmy na co dzień takie zorganizowane i przezorne, zawsze rozważne a rzadko romantyczne. Kto mógłby pomyśleć, że marzymy o wiśniach i to nie w czekoladzie a ze srebra. Przecież to takie infantylne, tylko dzieci noszą wiśnie jak prawdziwe kolczyki. Nie mniej odrobina kiczu, jeszcze nikomu nie zaszkodziła. Nie bójmy się odkrywać w sobie tej dziecięcej radości. Cieszmy się tym co mamy i eksperymentujmy z modą w ogóle i na charmsy, bo to dobra zabawa i dużo pozytywnej energii. Taka kolekcja na ręku to świetny temat do tzw. Small took, z których nie bez powodu właśnie Anglicy uczynili wręcz sztukę. Odważmy się na tą odrobinę szaleństwa i pod rękawem białej bluzki w korporacyjnym mundurku miejmy jakiegoś kolorowego asa. Może kiedyś opowiemy o tym naszym wnukom i przekażemy im nasze charmsy, zamiast smętnych opowieści o wiecznie pustych sklepach i kolejkach za wszystkim. Ja mogę się mylić, ale faktem jest, że Nina Garcia umieściła je na 19 miejscu w swojej „Klasycznej setce, Czyli Co Powinna Mieć w Szafie Każda Kobieta z Klasą”.
                  

Zmieniony: Środa, 09 Marzec 2011 18:15
 

BEADS STORY TELLING…

Email Drukuj PDF

Bead’sy, modułowe koraliki, z których wg własnej inwencji można tworzyć bransoletki, naszyjniki czy kolczyki, pojawiły się w Polsce na szerszą skalę w 2009 roku . Trudno powiedzieć, co bardziej zaskoczyło potencjalnych klientów – poziom cen, czy sama idea samodzielnego kreowania – po raz pierwszy projektanci dali swoim klientom takie pole do popisu. Zresztą nie tylko klienci byli zaskoczeni ideą biżuterii modułowej.

Spotkałam się z przypadkiem, że pewien starszy pan, jubiler, kupił trochę beadsów w hurtowni jubilerskiej, połączył je z innymi elementami i stworzył swoje bransoletki, zalutował je na stałe i za nic nie chciał sprzedawać ich na sztuki. Nie chciał uwierzyć ,że w takiej bransoletce każdy koralik ma być inny i że można je swobodnie zmieniać - praktycznie w nieskończoność. Wpadł we wściekłość i nie chciał zaakceptować faktu, że to klientka miałaby sama sobie coś zaprojektować - przecież to on jest artystą. Na nic zdały się prośby i zapewnienia, jego zdaniem łączenie szklanych paciorków ze srebrem i złotem byłoby błędem w sztuce i co najwyżej można dodać do nich kamienie półszlachetne. Gdy brakło mu argumentów, wyszedł ze sklepu. Nie sądziłam, że potrafię kogoś tak wyprowadzić z równowagi. W czym rzecz wyjaśniła mi dopiero później asystentka właściciela warsztatu, która przysłuchiwała się naszej rozmowie z zaplecza. Po prostu nie byłam pierwszą i pewnie nie ostatnią , która chciała kupić kawałek z jego bransoletki. Jego złość narastała z każdą kolejną kobietą, prosząca o sprzedanie jej tylko jednego koralika, żadna nie chciała kupić gotowej bransoletki.

Wygląda na to, że poczułyśmy wiatr we włosach i nie mamy już zamiaru godzić się na żadne kompromisy. Zresztą określenie „wiatr we włosach”, nasuwa na myśl kolejne – „kwiaty we włosach” i w zasadzie jesteśmy już bardzo blisko, w czasie gdy światło dzienne ujrzały pierwsze beadsy, mijała dekada działania ruchu hippisowskiego, z angielskiego hippie,-s; to be hip – żyć na bieżąco, dniem dzisiejszym, tak też powstaje bransoletka – od szczegółu do ogółu – podczas gdy zwykle projektuje się wprost odwrotnie. Kolejny koralik to pamiątką jakiegoś ważnego wydarzenia, osoby czy miejsca, może być też wyrazem naszych zainteresowań i poglądów – swoistym zakodowanym komunikatem.

Część środowiska polskich projektantów biżuterii ubolewa nad zjawiskami typu „Charming charms”, za sprawą których współczesna sztuka złotnicza stała się ofiarą procesu destrukcyjnej przemiany sprowadzającej ją do roli pasmanterii i odzierającej ją ze wszelkich towarzyszących jej pierwotnie znaczeń. Na polskim rynku są obecne duże firmy jubilerskie, w zasadzie można je porównać do sieciówek handlujących odzieżą – w każdym większym mieście mają po kilka sklepów i w każdym znajdziemy ten sam asortyment. Gdzieś na początku produkcji jest obecny projektant, np. nad wzornictwem Trollbeads czuwa ich aż 25. Ich projekty są, wykonywane ręcznie – szczególnie szklane beadsy i dostępne w blisko 50 krajach. To daje skalę niemal przemysłową. Niepowtarzalność w tej sytuacja zapewnia jedynie bardzo duża liczba elementów bazowych, z których powstają bransoletki i naszyjniki – w aktualnym katalogu jest ich ok. 600. Ile kombinacji można ułoży z 600 elementów? Jaką mam gwarancje, że nie spotkam kogoś z identyczną biżuterią na sobie? Na to pytanie pomoże nam odpowiedzieć matematyka – należy obliczyć silnię, dla 6 elementów będzie to 720 kombinacji (6!=1 x 2 x 3 x 4 x 5 x 6 = 720), dla 10 aż 3 628 800 możliwości ustawienia – przy czym żaden z elementów nie znajdzie się dwa razy w tym samym miejscu. Jaka to będzie liczba dla 600 sztuk? Trudno to sobie nawet wyobrazić. A jeśli założymy, że któryś z elementów zostanie użyty kilka razy to liczba kombinacji lawinowo wzrasta. Przestaje mnie dziwić fakt, że jak dotąd nie widziałam dwóch identycznych bransoletek. Globalizacja globalizacją, ale przynajmniej w tej dziedzinie mamy szanse zamanifestować swoją niezależność i wyrazić swoje poglądy. I coraz częściej tego właśnie szukamy nasyceni możliwościami jakie mamy po transformacji 1989 r. Wcześniej kopiowaliśmy wizerunki z zagranicznych magazynów i dążyliśmy do upodobnienia się do naszych zachodnich sąsiadów. Dziś patrząc na metki odzieży, jaką możemy kupić w popularnych sieciach widzimy po cenach wymienionych w kilkunastu walutach, że jesteśmy w Europie. W zasadzie wszystko jest w zasięgu naszych możliwości – na Wielkanoc możemy kupić tradycyjne włoskie jajka z czekolady i włoskie ciasto Baba’ – czy to jednak powód by zrezygnować z mazurka i pisanek? Czy ważne są dla nas nasze tradycje, zwyczaje i symbole, czy będziemy chcieli je kontynuować i propagować czy raczej wymienimy je na inne w ramach globalnej wioski. Jak mamy się czegoś więcej dowiedzieć jeśli czasopisma kobiece przypominają raczej ulotki reklamujące poszczególne produkty – zdjęcie, tekst pod nim to najczęściej tylko marka i cena – adres sklepu należy znaleźć w skorowidzu na końcu magazynu? Sama mam taką bransoletkę, często odpowiadam na pytania znajomych i nie tylko. Wszyscy widzieli zdjęcia w gazetach, ale zastanawiają się jak to działa i o co tu chodzi. Jeden z kolegów rozważał czy to ma jakiś związek z zupkami w proszku – jedna z aktorek reklamujących na billbordach kostki rosołowe itp. ma na ręku bransoletkę, a że zdjęcie jest duże – doskonale widać szczegóły. Mężczyzn elektryzuje jeszcze jeden z aspektów tego tematu – w jednym z tygodników publicystycznych pojawił się artykuł o otwarciu w Warszawie salonu Pandora – tytuł, brzmiał „Bransoletka w cenie samochodu”. Mój partner zakończył jego lekturę podsumowaniem „ a myślałem, że najlepszy interes w historii na koralikach zrobił Cortez wymieniając je na złoto…”

Tegoroczny Amberif Desing Award , którego tematem jest „STORY TELLING” to zaproszenie do dyskusji o dotychczasowym języku znaków. Abstrahując od rozważań nad zagadnieniami artystycznymi i sentymentalnymi jakie towarzyszą organizatorom Amberif’u, zastanawiam się czy zjawiskiem można nazwać modę trwającą od 35 lat? Po latach izolacji za żelazna kurtyną nie wiemy wszystkiego o zwyczajach i modach panujących w innych krajach i pojawiających się teraz u nas. Na forach internetowych wciąż pojawia się wątek, czy warto zaczynać przygodę z tzw. duńskimi czy też europejskimi bransoletkami , czy nie będzie to tylko przelotna moda, która przeminie szybciej niż nastała?

Historia, którą chcę opowiedzieć zaczyna się w 1976 roku w Kopenhadze, gdzie projektantka Lise Aagaard założyła firmę Trollbeads – nazwa pochodzi od pierwszego wyprodukowanego koralika, który przedstawiał baśniowego gnoma. Zaprojektował go duński złotnik Soren Nielsen (brat Lise Aagaard). Był to amulet z dziurą przechodzącą przez środek, który mógł być naciągnięty na skórzany rzemień. Początkowo koraliki były sprzedawane tylko w jednym sklepie mieszczącym się w Kopenhadze. Dopiero w 1987 r. powstał drugi punkt sprzedaży w mieście Lyngby. Ekspansja na cały świat rozpoczęła się pod koniec lat 90. Lisa Aagaard tworzy pierwsze koraliki trollów nawlekane na bransoletkę i powstaje marka Trollbeads, jej historię i rozwój możemy prześledzić w wirtualnym muzeum na stronie firmy, możemy też przyłączy się do prężnie działającego fanklubu na Facebook’u. Co ciekawe – to jedyna firma adresująca swą ofertę także do mężczyzn, a każdy koralik oprócz numeru katalogowego ma swoją nazwę i historię – odniesienie do kultury, historii, literatury i mitologii. Jest więc miniaturowa Wenus z Willendorfu, Młot Thora, Żółw i zając, Słowik cesarza. Twórcom tej biżuterii nie są obce ideały ruchu Art & Crafts, szklane koraliki są wykonywane ręcznie, co powoduje, że nie ma dwóch identycznych egzemplarzy.

W konkursie People’s Beads w 2010 r. z pośród 6000 projektów koralików zgłoszonych przez fanów z całego świata do finałowej 10 zakwalifikowano koralik Macierzyństwo będący dziełem polskiej projektantki Magdaleny Jędrzejczak-Nalazek. Na uwagę zasługuje też akcja Trollbeads World Tour, co miesiąc inny kraj jest promowany spotem reklamowym i kolekcją kilku charakterystycznych koralików np. Niemcy reprezentuje Brama Brandenburska, VW Garbus, i Krasnal, Holandię słoneczniki Van Gogh’a, chodaki i wiatrak. Wśród polskich fanów rozgorzała dyskusja na temat, co powinno reprezentować nasz kraj : Żubr, Pałac Kultury, czy może Maluch. Jak widać bez kompleksów czy zahamowań chcemy uczestniczyć w życiu międzynarodowej społeczności, edytować wspólny kod znaków i wiele możemy dodać do tego kulturalnego tygla rozmaitości.

Druga duńska firma – PANDORA, została założona w 1982 r. przez Per’a Enevaldsen’a, początkowo jest to tylko mały sklep, potem hurtownia. W 1996 dołącza do firmy Lissbeth Larsen, jubiler i projektant, która określa styl marki i w 1999 r. na rynek trafia dobrze nam znana bransoletka z zawieszkami. Idea przyświecająca tej marce to stworzenie bransoletki – pamiętnika, w której każdy koralik upamiętnia jakiś moment ważny dla jej właścicielki, trwają obchody 10 rocznicy powstania tej bransoletki. Firma jest obecna w 18 krajach, w ciągu ostatnich 15 lat powiększyła się z 2 do 18 pracowników w Danii i 1000 zatrudnionych w Pandora Production w Tajlandii. Na stronie internetowej można samemu zaprojektować swoją bransoletkę, wydrukować projekt, lub rozesłać go e-mailem do znajomych. Internet zmniejsza dystans, ale nie do końca zbliża – wciąż pozostają różnice kulturowe.

Projektantka i absolwentka prestiżowego Fashion Institute of Technology w Nowym Jorku Killien Rieder wraz z Jeff’em Julkowski w 2002 r. w Minneapolis w stanie Minnesota tworzy markę CHAMILIA, jest to firma rodzinna, produkująca swoje wyroby wyłącznie w USA, a kolekcja biżuterii ma wiele odniesień do amerykańskiej kultury. W Polsce dostępna za pośrednictwem salonów W.KRUK. W ofercie tej firmy na szczególną uwagę zasługują: kolekcja inspirowana filmami Disney’a, zawieszki z emblematami bractw studenckich i drużyn sportowych oraz zawieszki o charakterze patriotycznym – np. z okazji Dnia Weterana czy Święta Flagi. W salonach W. KRUK znajdziemy też inną biżuterię modułową TEDORA – pochodzącą z Włoch.

Kolejną marką jest BIAGI – mająca korzenie we Włoszech, konkretnie we Florencji, w Polsce dostępna głównie za pośrednictwem Internetu oraz również pochodząca z Włoch Amore & Baci.

Z końcem roku 2010 w salonach APART pojawiła się BEADS Collection, której twarzą jest Anja Rubik, z bajecznie kolorowymi koralikami ze szkła murano, podobnie jak w najpopularniejszej w Australii kolekcji LoveLinks.

Duńskie koraliki mają więcej odniesień do kultury i historii, mitologii nordyckiej i bajek Andersena czy Braci Grimm, amerykańskie są nierozerwalnie związane z pop kulturą i jakże poprawne politycznie – znajdziemy wśród nich zarówno koralik w kształcie Biblii jak i Gwiazdy Dawida. Koraliki firm włoskich są pełną ornamentów i ozdób pochwałą radości życia.

Na czym naprawdę polega fenomen tych maleńkich koralików, które zaintrygowały tyle kobiet? Dlaczego jeśli kupiłaś jeden, z pewnością kupisz następne? Dlaczego ta biżuteria tak bardzo przyciąga uwagę wszystkich, których spotykasz? Jak według Ciebie wygląda doskonała bransoletka? Która kolekcja najlepiej pasuje do Twojego charakteru? Który koralik podoba Ci się najbardziej? Sprawdź sama, tylko pamiętaj, na wymienione poniżej strony internetowe wchodzisz na własne ryzyko – te koraliki uzależniają.

 

 

linki do stron opisywanych w tekście:

www.trollbeadsuniverse.com.,www.facebook.com/trollbeadsofficial i www.facebook.com/TrollbeadsPL

www.youtube.com/watch?v=YlvABCrhvA8. jak powstaje beads ze szkła

www.pandora-jewelry.com/pl

www.chamilia.com.

www.amoreebaci.pl

www.biagi.pl

www.lovelinks.com.

 

Zmieniony: Wtorek, 22 Luty 2011 18:01
 

Ecofashion Weekend 2011

Email Drukuj PDF

Ecofashion Weekend w Krakowie już 4 i 5 lutego zjednoczy ludzi zajmujących się modą jak i tych, którzy przykładają szczególne wagę do działań proekologicznych. Co nas czeka?

Kreatywne warsztaty przerabiania ubrań oraz pokaz kolekcji studentów Szkoły Artystycznego Projektowania Ubioru. W tym roku wszystkie projekty studentów SAPU wezmą udział w konkursach internetowych, które zostaną przeprowadzone na profilu KSA na Facebooku. Recykling, ekologia, segregacja śmieci to hasła, które już na stałe wpisały się w nasze codzienne życie. Konieczność ochrony środowiska jest promowana przez liczne instytucje poprzez wydarzenia artystyczne, targi i happeningi. Najbliższy Ecofashion Weekend w Krakowie już 4 i 5 lutego zjednoczy ludzi zajmujących się modą jak i tych, którzy przykładają szczególne wagę do działań proekologicznych.

Kreatywne warsztaty przerabiania ubrań

Ecofashioon Weekend rozpocznie się kreatywnymi warsztatami przerabiania ubrań
w Szkole Artystycznego Projektowania Ubioru. Warsztaty odbędą się 4 lutego w budynku Krakowskich Szkół Artystycznych przy
ul. Zamoyskiego 52 – start godz. 14. Są otwarte i bezpłatne dla wszystkich chętnych, którzy chcą zmienić w sposób niebanalny ciuchy, które posiadają już od lat. Organizatorzy zaznaczają, że skracania i przedłużania ubrań nie uważają za działania kreatywne. Zajęcia prowadzone będą przez projektantów mody - wykładowców SAPU, którym pomogą studentki drugiego roku. Jest to okazja by tchnąć nowe życie w używane ciuchy i dać im nowy zgodny z tendencjami w modzie look.

Zapisy na warsztaty pod numerami telefonów 0-12 266 21 11 lub 0-12 656 17 26. Osoby zainteresowane proszone są
o przyniesienie rzeczy, którym chcą nadać nowy charakter. Ilość miejsc ograniczona.


Junk Fashion Show 2011


Najważniejsze wydarzenie Ecofashion Weekendu to Junk Fashion Show. 300 sylwetek i 1000 osób publiczności.

Kiedy? 5 lutego w Nowohuckim Centrum Kultury

Studenci pierwszego roku zaprezentują inspirowane geometrią ubiory wykonane
z recyklingowego papieru, natomiast drugi rok zmierzy się z trudnym tematem minimalizmu w odniesieniu zarówno do kształtu ubioru, materiału jak i koloru. Te na pierwszy rzut oka proste zadania są dużym wyzwaniem, którego celem jest stworzenie autorskich, interesujących kreacji utrzymanych w duchu nowej dekady XXI wieku. Wszystko w profesjonalnej oprawie muzycznej oraz choreograficznej realizowanej przez Agencję Modelek i Promocji Mody Reklamex.

Organizatorzy zaprosili także do współpracy blogerki, których pasją jest śledzenie najnowszych trendów i tworzenie własnych oryginalnych stylizacji. Na pokazie Junk Fashion Show zaprezentują specjalnie na tę okazję przygotowane stylizacje, do których, zgodnie z głównym założeniem pokazu, zostały wykorzystane ubrania z secondhandów lub wygrzebane z dna szafy. Możemy być więc pewni, że na pokazie zobaczymy prawdziwie szafiarski look.

W tym roku publiczność zgromadzona w NCK będzie mogła nagrodzić autorów najlepszych modeli, dzięki ogłoszonym przez Krakowskie Szkoły Artystyczne internetowym konkursom na najlepszy projekt papierowy oraz najlepszy projekt minimalistyczny. Głosować będzie można wchodząc na profil KSA na Facebooku już w sobotę 5 lutego od godziny 24:00 do poniedziałku 7 lutego do godziny 10:00 rano. Na autorów zwycięskich projektów czekają atrakcyjne nagrody, natomiast spośród głosujących osób zostanie wylosowany bezpłatny udział w warsztatach fotografii.

Tegoroczny Ecofashion Weekend zapowiada się więc wyjątkowo obiecująco, zachęcamy do udziału w wydarzeniu, zwłaszcza że dobrej zabawie przyświecać będzie szczytny cel ochrony środowiska.

 

Czas wyprzedaży, czas wesoły?

Email Drukuj PDF
    Mimo, że wciąż zima to w przyrodzie da się zauważyć pierwsze bardzo przedwczesne ślady wiosny, która daje o sobie znać wystającą spod śniegu trawą,
niebieskim niebem i sezonem pozimowych wyprzedaży (choć oferta współczesnych sklepów każe wątpić, że w naszym kraju występuje jakiś podział na pory roku w ogóle).
    Zaczął się szał wyprzedaży. Witryny w każdym większym centrum handlowym przyciągają nas wielkimi banerami
informującymi, że aktualnie trwa "obniżka nawet do 70%". Spodnie za 20zł? Bluzka za 10zł? Markowe ubrania w przystępnych cenach?
Proszę bardzo, wystarczy tylko wejść i wybierać, a może raczej przebierać...
    Podczas spaceru przez Manufakturę, choć przeciskanie się w tłumie spacerem nazwać trudno, skuszona wspomnianymi napisami weszłam do kilku sklepów i, o zgrozo poczułam się jak w odzieżowym piekle. Zamiast przyjemnej muzyki sączącej się zwykle z głośników słychać było płacz zmuszanych do przymierzenia trzydziestej pary śpioszków dzieci, krzyki sfrustrowanych rodziców, piski nastolatek i kłótnie w kolejce przy kasie. Sam sklep (mówię sklep, choć sytuacja powtórzyła się w kilku) przypominał bazar -  rzucone na bezładny stos ubrania spływały kaskadami na podłogę, w to wszystko wdeptywali zwiedzająco-kupujący. Wymięte szmaty, bo tym stawały się ubrania po takich przejściach lądowały z powrotem na stosach wrzucane cierpliwie przez uwijające się jak w ukropie i wyraźnie zmęczone sprzedawczynie. Jeśli już coś wisiało na wieszaku to pierwszym pytaniem jakie się nasuwało było: "Jak im nie wstyd?!", bo oto ładne niegdyś swetry ukazywały mierność swego materiału w pełnej krasie strasząc dziurami, już nawet nie na dwa palce, ale na całą dłoń. Takie dziurawe cudo można było nabyć już nawet za połowę ceny, co i tak wydawało się przesadą bo co z tego, że ubranie firmowe, skoro przez dziury można zobaczyć może nie do końca formową bieliznę bądź jej brak a wszystko to za np 70zł. Czegoś takiego człowiek nie kupiłyby za 1/10 tej ceny w osiedlowym lumpexie, ale widać niektóre sztuki nawet z dziurą są sporo warte...
    O pozostałych atrakcjach takich jak: wygniecione marynarki z podejrzanymi śladami, prawdopodobnie pochodzenia organicznego, oberwane guziki, nieodczepiające się "klipsy" zabezpieczające i ogólny chaos panujący w sklepie szkoda wspominać.
    Warto się więc zastanowić czy podczas WIELKICH wyprzedaży faktycznie można trafić na równie wielkie okazje czy może na straszny chłam... Zwłaszcza gdy kupuje się w pośpiechu, ścisku i hałasie. Takie warunki stwarzają marną szansę, że coś kupimy, lub jeśli nawet nam się to uda to po powrocie do domu nie wrzucimy "okazyjnego" sweterka lub spodni na samo dno szafy.
    Żeby zupełnie nie zniechęcać czytelników dodam, że sama upolowałam na jednej z wyprzedaży sukienkę za pół ceny, której głównym mankamentem był nieodczepialny klips. Po trzech odciskach na dłoni i 30 minutach prac ręcznych z użyciem młotka, cążek i kombinerek pozbyłam się ustrojstwa i teraz cieszę się udanym zakupem. Jeśli ktoś potrzebuje przepis (oczywiście do legalnych celów) służę pomocą. Wszystko jak widać jest kwestią determinacji i odpowiedniego dystansu do rzeczywistości...
 

Zapraszamy do współpracy!!!

Email Drukuj PDF

Poszukujemy studentów (choć niekoniecznie), którzy mieliby ochotę napisać parę mądrych słów o modzie i przy okazji zaliczyć praktyki.

Pomożecie?

Przy okazji z przyjemnością informujemy, że można nas teraz znaleźć również na facebooku. Zaglądajcie, komentujcie i dołączajcie do społeczności Projektowaniemody.pl :).

 

Gryf Fashion Show- konkurs dla projektantów

Email Drukuj PDF
1-2 kwietnia 2011 roku w specjalnie przygotowanej hali Międzynarodowych Targów Szczecińskich, odbędzie się jubileuszowa X edycja Week & Mody - największa Gala Mody w Województwie Zachodniopomorskim. Weekend Mody to unikalne wydarzenie skupiające ponad 2000 gości podczas dwóch wieczornych imprez z pokazami mody, prezentacjami, koncertami muzycznymi oraz stoiskami prestiżowych firm.

Zachęcamy do udziału projektantów mody, marki odzieżowe oraz firmy chcące zaprezentować swoje produkty i usługi.
Termin nadsyłania zgłoszeń 14 stycznia 2011 r.

Więcej informacji na stronie organizatora w dziale Dla Projektantów.
Zmieniony: Piątek, 07 Styczeń 2011 21:06
 


Strona 1 z 5

Katalog Firm


Logowanie